W pewnym momencie Katarzyna pękła i powiedziała prawdę. Nie była przez nas zastraszana ani zmuszana. Przedstawiliśmy jej propozycję, która miała na celu uwolnić ją od problemu. Chciała wskazać miejsce, w którym ukryła, bądź, tak jak powiedziała, zakopała dziecko - powiedział detektyw na zorganizowanej dziś w Mysłowicach konferencji prasowej. Rutkowski pokazał dziennikarzom film, na którym matka zdradza nową wersję zdarzeń. Dziecko miało jej upaść i rozbić sobie głowę uderzajac o podłogę.
Rutkowski stwierdził, że matka sama przewróciła się na chodnik, by upozorować napad. Aby wymusić na niej przyznanie się do winy przeprowadził "grę operacyjną", która polegała na zgłoszeniu się podstawionych świadków, według których żadnego napadu nie było.
- Przejście między blokami było ostatnim miejscem, jakie mogła wykorzystać do sfingowanego napadu. Sama. Upadła na twarz, a zbicie tylnej części czaszki było wynikiem uderzenia z rozmysłem w płytę chodnikową - twierdzi detektyw.
Detektyw potwierdził, że matka próbowała oszukać wariograf, szukając w internecie informacji o sposobach, w jakie można to zrobić.
-Monitorowaliśmy stronę antywariograf w internecie, było dziesięć wejść w ciągu ostatnich dwóch dni. Ustaliliśmy po adresie IP, że jednego z wejść dokonano z Sosnowca. Katarzyna przyznała, że wchodziła na tę stronę, że próbowała się przygotować do badania wariografem – relacjonował.
Według Rutkowskiego ojciec dziecka nie był świadomy, jaka była prawdziwa wersja wydarzeń.
Detektyw twierdzi, że pewne jest, iż dziecko nie żyje. Nie można mieć natomiast pewności, czy było to rzeczywiście wypadek. Detektyw zasugerował, że jeżeli ciało zostało zakopane, to musiała istnieć osoba, która w tym pomogła - Katarzyna nie wyszła z domu z łopatą - powiedział. Według niego zwłoki dziecka mogły też zostać zjedzone przez psy lub lisy.
Copyright. Wszelkie prawa zastrzeżone